Walka pracowników londyńskiego metra trwa!!

workmatePlanowany w przyszłym tygodniu strajk pracownikow metra w Londynie został zawieszony. Konserwatywno – liberalna prasa prześcigała się w szczuciu mieszkańców Londynu przeciwko związkowcom z RMT. Wśród wielu panuje rozpowszechniane przez korporacyjne media przeświadczenie o rozpasanych, rozczeniowych związkowcach, którzy szantarzują mieszkańców Londynu w celu ugrania coraz to nowych zysków. Jest to przekonanie błędne, które raczej powinno się odnościć do pasożytów zasiadających w radach nadzorczych Transport For London. Poniżej dla przypomnienia tekst, który ukazał się w 5 numerze Kuriera Syndykalistycznego, opisujący solidarność i walkę pracowników tuneli londyńskiego metra.

Głównym źródłem opisywanych poniżej wydarzeń jest broszura wydana przez Solidarity Federation pod tytułem: „Workmates: direct action organising on the London Underground”. Opisuje ona historię i główne cele pracowników londyńskiego metra zajmujących się konserwacją trakcji, którzy postanowili zorganizować się przeciwko prywatyzacji usług przez nich świadczonych. „Workmates” – w języku angielskim oznacza po prostu kumpli z pracy. W tekście zachowana została oryginalna nazwa, tak samo w stosunku do „Workmates Council” – rad pracowniczych stworzonych przez robotników w celu podejmowania decyzji.

London Underground Limited (LUL) był głównym i przez długi czas jedynym pracodawcą robotników zajmujących się konserwacją trakcji i infrastruktury sieci londyńskiego metra. Będący częścią sektora publicznego, zatrudniał pracowników na kontrakty z gwarancją pewnych przywilejów i w miare stałej formy zatrudnienia. W 1992 roku sytuacja zaczęła ulegać zmianie, kiedy LUL zainicjował tzw. „Company Plan”. Plan ten wprowadzał w życie restrukturyzację zatrudnienia w postaci zamrożenia rekrutacji na rzecz oddawania nowych miejsc pracy firmom prywatnym z własnym systemem zarządzania. Również bezpośrednio zatrudnionym zmieniały się warunki pracy na bardziej „elastyczne”.

Brak bezpośredniej reakcji związku RMT pomimo nacisków dołów związkowych, okazał się po cześci przyczyną zainicjowania w 1998 roku planu prywatyzacji prac związanych z obsługą i konserwacją londyńskiego metra. Plan ten pod nazwą „Public Private Partnership” (PPP) rozdzielał sfery na te które pozostawały pod kontrolą LUL (obsługa pociągów i stacji) i na te, które zostały oddane w prezencie prywatnym firmom (konserwacja trakcji, tuneli i sygnalizacji). Model zatrudnienia prezentowany przez prywatne firmy opierał się na rekrutacji „samozatrudnionych” i zlecaniem agencjom rozliczeń z pracownikami. W rzeczywistości pracownik nie posiadał żadnej gwarancji zatrudnienia i mógł być zwolniony w każdej chwili. Tracili również prawo do urlopów i ulg związanych z korzystaniem z transportu publicznego. W taki oto sposób LUL zrzucał odpowiedzialność z zatrudnienia pracowników o ciężkim i niebezpiecznym charakterze pracy na rzecz firm, które łatwo mogą się pozbywać i zastępować siłę roboczą.

Pod naciskiem pracowników RMT w odpowiedzi na na plan PPP rozpoczął legalną walkę przeciwko wprowadzeniu go w życie. Na tamtą chwilę było zatrudnionych około 100 pracowników na nocną zmianę bezpośrednio przez LUL i około 200 pracowników agencyjnych. Nocne zmiany, pracujące po 7 dni w tygodniu podzielone były na ekipy (tzw. gangs) złożone z 8 do 16 pracowników. Zarówno zatrudnieni na kontraktach jak i pracownicy agencyjni spotykali się w miejscach pracy, kantynach i zajezdniach. Poniekąd dzięki presji samych robotników, związek RMT zaczął się przygotowywać do serii jednodniowych strajków przeciwko prywatyzacji. Zatrudnieni bezpośrednio przez LUL mieli obawy w stosunku do pracowników agencyjnych, że ci mogą wystąpić w roli łamistrajków. Część robotników wręcz mówiła o tym, żeby nie wpuszczać tych zatrudnionych przez prywatne firmy na zebrania strajkowe. Opinia ta spotkała się z oporem sporej części załogi. RMT również potępił takie ujęcie sytuacji, a ówczesny asystent sekretarza generalnego RMT – Bob Crow – zaapelował, że „jesteśmy przeciwko tym w garniturach a nie tym w kombinezonach roboczych”. Spotkania stały otworem dla wszystkich zainteresowanych pracowników. Przed rozpoczęciem pierwszego strajku do związkowców zaczęli przychodzić zatrudnieni prywatnie z zapewnieniem poparcia dla strajku i nie pzrekraczania lini pikiety. Część z nich pochodziła z Walii i brała udział w strajkach górników w latach 1984/85. Rezultat pierwszego strajku był taki, że na 100 zatrudnionych przez LUL, około 6 przyszło próbując podjąć pracę i kilku z nich próbowało nawet przekroczyć linię pikiety, a ze strony prywatnych kontraktorów solidarnie nie pojawił się nikt. Wszyscy jednogłośnie poparli strajk. Ten czyn jednoznacznie połączył robotników ze sobą, bez podziałów i wzajemnej nieufności. W tym momencie narodziła się idea wspólnych, niezależnych od związkowych spotkań pomiędzy wszystkimi pracującymi przy trakcjach metra. Tak narodzili się Workmates. Nazwa ta oznaczała zrzeszenie robotników konserwujących trakcje metra, których celem była samoorganizacja w miejscu pracy i walka przeciwko wyzyskowi.

workmatesWorkmates akceptując zasadę równego głosu wszystkich pracowników nie posiadał hierarchicznej i biurokratycznej struktury znanej w związkach zawodowych. Workmates nie weszli w bezpośredni konflikt z RMT – wielu z nich było dalej członkami związku. Forma organizacji zwiąku RMT była niewystarczająca dla wymagań robotników. Ci zatrudnieni przez prywatne firmy na zasadach samozatrudnienia – według prawa nie posiadali takich samych praw jak zatrudnieni na kontrakty. To stało na przeszkodzie RMT reprezentować samozatrudnionych w taki sposób jak bezpośrednio zatrudnionych, dlatego też RMT nie było zbytnio zainteresowane ich rekrutacją. Dlatego ci co chcięli równego głosu w konfliktach pracowniczych potrzebowali innej formy organizacji i działania. Workmates nie był związkiem zawodowym, nie pobierano przymusowych składek, nie akceptowano również negocjacji z zarządem – zostawiano to reprezentantom związkowym, którzy na masowych zebraniach Workmates raportowali wyniki negocjacji. Workmates działali na zasadach półjawnych, używając metod i symboliki anarchosyndykalistycznej.

Konsensus na masowych zebraniach w miejscu pracy i demokracja bezpośrednia były metodami podejmowania decyzji. Jako dodatkowe narzędzie organizacyjne powołano Workmates Council – rady delegatów wybierane przez ekipy. Każda ekipa (gang) wybierała jednego delegata który nie posiadał głosu decyzyjnego, reprezentował punkt widzenia ekipy i w postaci mandatów przekazywał ich głos. Ciągle masowe spotkania na zajezdniach czy kantynach, gdzie ogólny konsensus lub głosowanie podniesionymi rękami były podstawą działania Workmates. Niestety na takich zebraniach zaczęli pojawiać się szpiedzy donoszący zarządowi o planach i osobach zaangażowanych w spotkania. Pewne formy działania i organizacji musiały być dyskutowane bez narażania na wypłynięcie informacji do zarządu. Na zebraniach delegatów i wśród zebrań pracowniczych konsensus był głównym celem Workmates, kiedy nie dało się go osiągnąć decyzje podejmowano na zasadach demokracji bezpośredniej. Około 60 % ekip wybierało delegatów do Workmates Council, reszta wolała uczęszczać na masowe zebrania i tam zabierać głos. Jak wspomniano Workmates używało rad delegatów jako narzędzia które funkcjonowało w momentach kiedy było potrzebne i użyteczne. Sami robotnicy wprowadzali płynność delegatów, gdzie niekonieczie był to jeden z ekipy pracującej ale np. ktoś z grupy codziennie razem przyjeżdżającej do pracy minibusem.

Tube tunnel buildersWorkmtes Council funkcjonował w latach 1999-2001 w szczytowym momencie prywatyzacji. W tych latach Workmates oprócz oporu przeciwko prywatyzacji wystąpili przeciwko planowi zmian sytemu pracy przez zarząd. Zatrudnieni przez LUL pracowali na nocne zmiany zaczynające się od 11 w nocy i najpóźniej na zajezdni mieli się stawiać o 6 rano. Jeżeli wykonali określoną na tę noc pracę, mogli zejść ze zmiany wcześniej. Zarząd postanowił autorytarnie zmienić ten system wyznaczając przymus czekania na zajezdni do 6.30 rano. Nie ważne było o której skończy się wykonywane zadania i tak trzeba było siedzieć bezczynnie na zajezdni. W tą samą noc po ogłoszeniu decyzji zarządu Workmates wezwało do masowego zebrania wszystkich robotników. Na zebraniu jednogłośnie potępiono decyzje zarządu i zapowiedziano opór. Już pierwszej zmiany robotnicy rozpoczęli strajk włoski. Konserwacja torów, kabli i sygnalizacji jest obwarowana szeregiem przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy. Różne regulacje i zasady dotyczące nocnej, niebezpiecznej pracy w tunelach metra, tworzą czasem tak zagmatwane kombinacje, że stosując się do nich za każdym razem praca prawie wcale nie posuwała by się do przodu. Jednym z pomysłów zastosowanych przez robotników były tzw. „piss strike” (piss w znaczeniu wulgarnym oznacza szczać/lać). Każda ekipa pracująca w tunelach, czy wogle w pobliżu torów, musi posiadać wyszkoloną osobę odpowiedzialną za bezpieczeństwo – tzw. „Protection Master’a (PM)”.Do niego należy wyłączanie dopływu prądu do trakcji, sprawdzanie zabezpieczeń i odpowiedzialność za bezpieczeństwo pracowników. W tym przypadku pracujący w tunelach wykorzystali dosłownie regulacje dotyczące korzystania z toalety. Pracując głęboko w tunelach pracownicy załatwili swoje lżejsze potrzeby w zakątkach tuneli, gdyż z jednej strony daleka droga do toalet stacji czy zajezdni, a z drugiej strony przepis mówiący o tym, że żaden pracownik nie może sam bez PM’a chodzić po trakcjach.

Aby stosować się w pełni do regulaminu pracownik, który chcę w trakcie zmiany pójść do toalety musi być eskortowany przez PM’a, a on nie może zostawić pracującej ekipy więc wszyscy muszą podążyć razem. Już pierwszej nocy pracownicy wykorzystali to na swoją korzyść. Po zaczęciu pracy jeden z ekipy zakomunikował chęć skorzystania z toalety więc cała ekipa musiała podążyć razem z nim i PM’em. Kiedy wrócili następny nagle musiał iść za potrzebą i tak do końca zmiany. Wszystko zgodnie z regulaminem a praca nie została ukończona. W ciągu następnych zmian wszystkie ekipy zgodnie stosowały „piss strike”. Workmates znaleźli kilka takich rozwiązań, które paraliżowały pracę i nie narażały robotników na dyscyplinarne zwolnienie. Zarząd poddał się dość szybko i wycofał zmiany dotyczące systemu pracy. Pomimo pewnych zwycięstw Workmates, ogólny nacisk prywatnych firm był tak wielki, że pełna prywatyzacja była tylko odsuwana w czasie.

W 2003 roku, pomimo oporu Workmates i RMT, 2/3 trakcji było konserwowane przez prywatne konsorcjum Metronet, który zlecał część robót innym mniejszym firmom. Wszyscy pracownicy byli zatrudniani na umowach śmieciowych – a wszystko to zgodnie z planami PPP. Metronet pokazał swoją nieudolność, kiedy nie ukończył na czas unowocześnień stacji metra. Na obiecane 35 ukończył 16, a budżet, który miał wynieść 2 miliony funtów wyniósł 7,5 miliona. Tak sie to miało do jednego z głównych założeń prywatyzacji w którym niskie koszta prywatnego sektora miały być atutem w stosunku do sektora publicznego. Skończyło się na niskich płacach dla pracowników i pozbawienia ich przywilejów, przy jednoczesnym wspieraniem z pieniędzy podatnika różnicy kosztów. Według PPP publiczne środki mogą pokrywać dodatkowe koszta prywatnych firm. Do 2006 roku Metronet ukończył tylko 65% planowanych konserwacji trakcji metra. Metronet ogłosił kryzys finansowy i zarządał ratunku z publicznych pieniędzy. W 2007 roku konsorcjum 5 prywatnych firm dogadało się z LUL i włożyło 350 milionów funtów przy 1,7 miliarda funtów dofinansowania publicznego. LUL miał wziąć pod większą kontrolę prywatne korporacje. To nie przeszkadzało zarządowi Metronetu w wypłatach olbrzymich bonusów dla zarządu, o czym było głośno w brytyjskich mediach. Oprócz Metronetu funkcjonowało drugie prywatne konsorcjum – Tube Lines, które wprowadziło nową siłę roboczą pod swoim zarządem w miarę rozrastania i udoskonalania się infrastuktury londyńskiego metra. Standard i warunki pracy pogorszały się dla pracowników.

Workmates nieoficjalnie działali w tym okresie i brali udział wraz z RMT w strajkach i pikietach. W pażdzierniku 2007 roku zniwelowano plany ucięcia o 10% emerytury dla zatrudnionych przez LUL. W 2008 podczas administracyjnego przejmowania kontroli przez LUL nad 2500 pracowników Metronetu, pracownicy zaczęli się domagać takich samych przywilejów jak zatrudnieni bezpośrednio przez LUL. RMT pod naciskiem ogłosiło referendum strajkowe w którym pracownicy domagali się gwarancji przeniesienia wszystkich kontraktów Metronetu pod zarząd LUL. Żaden pracownik miał nie być przeniesiony do innych prywatnych firm, każdy miał dostać fundusz emerytalny i przywileje pracownicze. W referendum 81,5% zrzeszonych w RMT opowiedziało się za 48 godzinnym strajkiem. Swoje poparcie zapowiedzieli Workmates z niezrzeszonymi pracownikami. W odpowiedzi zarząd LUL zgodził się na postulaty pracowników, a RMT odwołał strajk pomimo sprzeciwu dołów związkowych. Pracownicy chcięli strajkiem ostrzec, że nie dzadzą się oszukać i są gotowi do dalszej walki. Zarząd postanowił zemścić się i zwolnić jednego z współzałorzycieli i wieloletniego aktywistę Workmates, zatrudnionego jeszcze przez Metronet. Został on zawieszony na 3 tygodnie po których miał usłyszeć decyzję przełożonych. Zarzuty były wyssane z palca. W odpowiedzi RMT ogłosiło referendum strajkowe w jego obronie. Jednogłośnie zarządano strajku w ten sam dzień co duży strajk kierowców autobusów. Robotnicy zorganizowali masowe zebrania na których stwierdzono, że nie będą czekać na legalną decyzję w sprawie strajku, tylko sami podejmą działanie jak ich kolega zostanie zwolniony. Metronet odpuścił całkowicie i ukarał go pisemnym upomnieniem, które zostało anulowane dzień później.

Kolejne lata to ponowne stosowanie planu PPP, który pozwalał na ponowne przejmowanie terenu przez sektor prywatny. Na zasadzie małych firm wchłaniających małe roboty, a będące finansowo pod kontrolą większych konsorcjów, powoli wygryza się LUL z kontraktów.

Workmates odnosili się do idei samoorganizacji pracowniczej anarchosyndykalizmu. Na swoich plakatach, ulotkach czy przypinkach używali czerwono-czarnej symboliki. W odróżnieniu od biurokratycznych związków i organizacji politycznych chcących kontrolować robotników, Workmates pokazywali możliwości organizacji i walki o kontrolę nad własnym miejscem pracy. Spuścizna zostawiona przez nich w postaci masowych zebrań, demokracji bezpośredniej i co najważniejsze solidarności pracowniczej jest ciągle aktualna wśród pracowników konserwujących trakcję londyńskiego metra.

Advertisements
This entry was posted in HISTORIA, PROTESTY, WALKA KLAS and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s